• Wpisów:12
  • Średnio co: 128 dni
  • Ostatni wpis:213 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 519 / 1668 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie pamiętam tego, co robiłam rok temu, a dokładnie w ostatniej klasie liceum. Jedynym wspomnienie, jakie posiadam z tamtego okresu, jest moja studniówka i matura. Nie wiem czym jest to spowodowane...
Studniówka była cudowna. Niezapomniany wieczór z osobami, których uważałam za przyjaciół. Hektolitry alkoholu i niesamowicie męcząca podróż powrotna.
Czas matury był niezapomniany. Cały ten stres, wspólne analizowanie odpowiedzi. I ten strach, gdy miałam inną odpowiedź od pozostałych. Na swój sposób było to niesamowite. Aż chciałoby się do tego wrócić.
A później już pustka, czarna otchłań rzeczy, których wolałabym już nie pamiętać. Nie chodzi już nawet o nieudaną pracę nad morzem, ale o całą resztę, która nadeszła po tym. Pracowałam. Można powiedzieć, że byłam szczęśliwa.
Od października miałam rozpocząć nowy etap w swoim życiu. Miałam zacząć studiować w pięknym mieście. Chciałąm uciec z domu, od tego środowiska, od problemów... Nie zdawałam sobie sprawy, jakie jest życie w wielkim mieście. Nie wiedziałam nawet, jak wygląda akademik, w którym miałam mieszkać. Byłam taka naiwna, wierząc że cały świat sprzyja mi. Niestety srogo się pomyliłam. Rzuciłam swoje pierwsze studia po niecałym tygodniu. Nie mogłam tam wytrzymać. Nie potrafiłam dogadać się ze swoimi współlokatorkami. Nie mogłam przywyknąć do niekomfortowego mieszkania. Teraz wiem, że to był nieodpowiedni czas w moim życiu na takie zmiany.
Byłam chora. Jestem chora. Podejrzewam, że mam depresje. I wtedy... wtedy wszystko się nasiliło. Daleko od domu, sama w obcym mieście. Po prostu nie dałam rady. Nie chciałam tam zostać. Nie chciałam studiować tego kierunku. Zdałam sobie sprawę, że całe wakacje wpierałam sobie, że to jest mój wymarzony kierunek. Tak naprawdę ledwo się nim interesowałam, a już na pewno nie tak, żeby związać z nim swoją przyszłość.
Wróciłam. Z pokieroszowaną duszą i ledwo żywa, ale wróciłam. Można powiedzieć, że wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, że żyję. Zabrzmi to dziwnie, ale naprawdę całe lato nie zdawałam sobie z tego sprawy. Praca dom praca dom i tak zleciały najdłuższe wakacje w moim życiu.
Praktycznie wszystkie rekrutacje na studia zaoczne zostały już zakończone. Pozostała mi jedna ekonomiczna uczelnia niedaleko mojego domu. Przejrzałam ofertę edukacyjną i... nic. Żaden kierunek do mie nie przemówił. Jednak wiedziałam, że nie wytrzymam roku bezczynności. Wybrałam zarządzanie. Kierunek uniwersalny, z wieloma możliwościami rozwoju. Na początku byłam sceptycznie nastawiona, ale już na pierwszym zjeździe wiedziałam, że to jest to. Że wytrzymam te trzy lata, że będą to dobrze wykorzystane trzy lata.

  • awatar ms moth: Dobrze, że w końcu znalazłaś kierunek dla siebie. Znam doskonale te uczucie po skończeniu szkoły i potem jeden wielki chaos i pytania co dalej? A i tak wszystkie zamiary z czasem okazują się niewypałami i dopiero plany B, czy C okazują się trafione. :) Obyś teraz miała już tylko z górki, powodzenia ze wszystkim. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
2 lata minęły...
Kończę klasę maturalną, za dwa tygodnie studniówka. W październiku pójdę na studia, zaczne dorosłe życie. Boję się? Cholernie.
 

 
Och, uwielbiam takie ciepełko, jakie jest dzisiaj. Uwielbiam spać przy otwartym oknie. Uwielbiam, gdy budząc się, słyszę ćwierkanie ptaków. Uwielbiam, gdy w końcu mogę paradować w sukieneczkach i spódniczkach. Mówiłam już, że uwielbiam lato? Nie, ach no to mówię. UWIELBIAM LATO! <3

Ostatnio tak sobie myślałam, jakim głupim byłam człekiem jeszcze parę miesięcy temu. Dążyłam do jedno, do samodestrukcji, do śmierci. W głowie wirowały mi scenariusze śmierci, a ręce, cóż pokryte były bliznami. Byłam głupia, wiem ale przecież teraz niczego nie zmienię. Mogę żyć tylko lepiej.

Żyjemy, bo musimy coś osiągnąć w życiu, co nie? Być kimś? Znanym, zapamiętanym? Odnieść sukces? Mieć szczęśliwą rodzinę i dobrą pracę? Być po prostu szczęśliwa? Tak, chyba tak.

A taką fryzurę będę miała na balu... Co o niej sądzicie?
 

 
I znowu witam was po dokładnie 19 dniach. Cóż, za zbieżność.

Nie długo, bo 12 czerwca w mojej szkole odbędzie się bal gimnazjalny. Z racji tego, że jestem absolwentką moja obecność na nim jest obowiązkowa. Już dawno kupiłam dwie czarne sukienki, gdyż uważałam wówczas, że będę dobrze wyglądała. Jednak to zmieniło się dzisiaj, kiedy to byłam w sklepie. Śliczna morska asymetryczna sukienka podbiła moje serducho. Tak bardzo,że już leży sobie w moim pokoju, a ja nie mogę doczekać się 12. Wczoraj rodzice sprawili mi niezły prezent, ponieważ kupili cudowne sandałki na koturnie. Jej, jakie one śliczne. Na dole dołączę zdjęcie tego jak prezentuje się w ów sukience.


Oprócz spraw typowo balowych nic ciekawego raczej się u mnie nie dzieje. W szkole wszystko dobrze, ostatnie sprawdziany już napisane. Teraz czekać tylko do rady i koniec. Trzeba jeszcze kiedyś wybrać się z dziewczynami zawieść podania, ale z tym mamy jeszcze czas do 26. Spokojnie i tak się dostaniemy. Ech, kto miałby się nie dostać jak cztery najmądrzejsze dziewczyny ze szkoły? No kto.

Humor mi dopisuje. Może to zasługa pogody, może zbliżających się wakacji. Jednak te wakacje będę inne,bardziej pracowite. A od września, cóż, zaczynam nowe licealne życie.



Przepraszam z jakość. Tak, robione kalkulatorem.
  • awatar Gość: Ah, bal gimnazjalny... Akurat dobrze swój wspominam. Nim się obejrzysz, będziesz już kupować następną sukienkę na studniówkę, trust me. ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatni wpis dodałam tutaj 19 dni temu, prawie trzy tygodnie temu. Ależ ten czas leci.
Za te trzy tygodnie będą już praktycznie wakacje, których rak nie mogę się doczekać. < 3

Co do mnie i spraw u mnie. Jest dobrze, naprawdę. Lubię mieć dobry humor, lubię akceptować siebie.
Choć nie jestem idealna, bo może zbyt gruba, może zbyt niska to jestem sobą. Przykro mi czasami, że tyle razy muszę sobie to powtarzać, żeby uwierzyć.
Człowieczek małej wiary.

Co najlepsze mam już sukienkę na bal gimnazjalny. Nie jest ona jakaś szczególna, wyszukana. Ot, normalna czarna, prosta, z kołnierzykiem. Niestety nie mam zdjęcia, żeby Wam pokazać.
  • awatar seoxlc: Podoba mi się twój blog, zapraszam do mnie też piszę na podobne tematy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witajcie
Dzisiaj mam wyśmienity humor. W końcu wolne, w końcu chwila oddechu od szkoły, od pewnych osób.
Wreszcie będę miała czas na czytanie, którego ostatnio tak cholernie mi brakowało. Ściągnęłam kilka e-booków oraz mam kilka "normalnych" książek do czytania. Boże, mogłabym zamieszkać w bibliotece, naprawdę. *.* Byłoby cudownie. A właśnie może polecicie jakieś ciekawe książki? Obojętnie jaki gatunek.

Oczywiście potwierdzając zdanie "czasami za dużo myśląca" wzięło mnie na rozważania. Otóż pewien okres w moim życiu się kończy. Za niecałe dwa miesiące ukończę gimnazjum i pójdę w świat.
Stare znajomości się rozwiążą, a we wrześniu być może zawiążą nowe.Czasami żal mi, że czas tak szybko ucieka, że nie jestem już dzieckiem, tylko nastolatką. Chociaż nie można odmówić mi dziecięcych cech. Czasami, chyba jak każdy, lubię się powygłupiać i poudawać, że mam te dziesięć lat mniej. Czasami jak patrzę na moją bratanicę, która ma trzynaście miesięcy zazdroszczę jej tego, że ma jeszcze tyle czasu przed sobą. Oczywiście ja też, ale ona ma najwspanialszy czas przed sobą - dzieciństwo. Ma kochającą rodzinę i mam nadzieję, że będzie kiedyś szczęśliwa. O to ciocia Jula już się zatroszczy.
Wzięło mnie również na podsumowanie minionego kwartału. Dość późno zważając na to, że skończył się w marcu, ale jednak mam jakąś wewnętrzną potrzebę.
Był ciężki. Zawiodłam zaufanie rodziców przez pewien epizod, o którym chcę jak najszybciej zapomnieć. Rodzice stracili pracę, a niedługo potem mama zachorowała. Nie było to nic poważnego, ale martwiłam się i oczami wyobraźni widziałam najgorsze scenariusze. Dobrze się skończyło, ale i tak nie chciałabym powtarzać tych miesięcy jeszcze raz. Były minęło i jest dobrze.

Mam nadzieję, że mój dobry humor utrzyma się, bo naprawdę nie lubię melancholijnej wersji siebie i przepraszam, że co jakiś czas moje wpisy będą nade pesymistyczne, lecz moje wahania nastrojów, powodowane hormonami są dość częste.



  • awatar Gość: wahania nastoju są normalne, jak u każdej nastolatki. W końcu dojrzewamy :) nowa szkoła , nowi ludzie obyś tylko nie natrafiła na takich powiedzmy "nieodpowiednich", bo jak ktoś ma słaby charakter to trudno jest się odnaleźć. ale powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Znowu mam wahania nastrojów.
Znowu zaczynam snuć plany swojej śmierci.
Znowu mam dosyć.
Znowu się nad sobą użalam.
Znowu siedzę tu sama, sama w pokoju, choć dom jest pełen ludzi.
Znowu nie widzę sensu życia.

Kurwa, a było już tak dobrze.
Dlaczego znowu znalazłam się na dnie, skoro byłam na szczycie?
Boże, jestem żałosna.

Nie mogę teraz się poddać, ale nie mam już siły walczyć o każdy dzień, o uśmiech na twarzy, o dobry humor.


Tak, tak to ja. Wtedy,gdy robiłam to zdjęcie było tak wspaniale. Miałam jeszcze GO przy swoim boku, a teraz no cóż nie.
  • awatar (nie)adekwatnie: Trzeba umieć sobie radzić, bo raz będzie lepiej a raz gorzej.
  • awatar Gość: Pisz do mnie jak jest źle. Nawet na telefon.
  • awatar bezczelna.: słabość zamień w siłę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wszystko mnie przytłacza, wiecie?
Czasami żałuję, że wgl. się urodziłam. Wszystko i wszyscy są cholernie wkurzający. Ja, jestem wiecznie zdenerwowana. To ja szybko wybucham. To ja coraz częściej słyszę, żebym się ogarnęła. Tylko łaskawie powiedzcie mi jak? Jak do cholery mam poukładać sobie życie, które przemyka mi między palcami?

Nie wyrabiam już. Może pora się poddać?
Ale nie, to kłóci się ze mną. Ja, nigdy się nie poddaje. Ja, jestem cholerną perfekcjonistką, która chciałaby być kimś z życiu.

Doniesienia o domniemanej wojnie nie dobijają,serio. Jedna moja koleżanka powiedziała, że chciałaby wojnę. Chore dziewcze, czyż nie?
Wojna to najgorsze co może być, a ta jej jeszcze pragnie.
Nie wiem jak bym się zachowała, jakby owa wojna wybuchła. Wiem jedynie, że jeśli moi bliscy by zginęli, sama wystawiłabym się na strzał.
  • awatar suszi13: Chyba wszyscy nie są tak cholernie wkurzający, spójrz wyżej na swoje słowa- Twoi bliscy, przecież nie mogłabyś bez Nich żyć, a Oni na pewno bez Ciebie. A Twoja koleżanka - brak słów, czy niektórzy ludzie nie mają mózgu? TRZYMAJ SIĘ :D
  • awatar Gość: Czuję to samo, wojna i ten strach... Tylko tego brakuje, to by mnie popchnęło na samo dno. Rozumiem cię perfekcyjnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiejszy dzień jest taki ponury. Nie tylko pogoda, ale i ja.
Przez jakiś czas trzymałam się, starałam się nie zamartwiać, ale teraz coś we mnie pękło. Nie mam ochoty na nic. Nic mnie nie cieszy. Boję się, że TO znowu wraca. Z każdej strony wywierana jest na mnie presja. Nawet teraz,gdy wrócę do szkoły będę musiała podjąć decyzję. Gdzie chce iść do średniej? Nie wiem. Do cholery, nie wiem. Nie wiem, czy szkoła, którą mi wszyscy proponują jest dobra. W końcu straciła na renomie. Och, lovely.

Jeśli ktoś chciałby popisać, zapraszam. Z chęcią poznam nowe osoby.
  • awatar zagubiona w codzienności: NIE nie warto udawać na siłę że wszystko jest okey . później coś pęka i jest jeszcze gorzej .
  • awatar Weronika Niczyja: Niestety mam podobny problem, wszystko wywiera na mnie presje, bo trudno podejmować mi jakiekolwiek decyzje. Dopiero zaczynam pisać, zapraszam do mnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przepraszam za wulgaryzm w tytule, ale nie znalazłam innego słowa, które by tak dosłownie opisało, co teraz dzieje się na świecie.

Mówiąc o świecie, chodzi mi bardziej o mój mały światek. O moją rodzinę. Nie dość, że rodzice nie mają pracy i jak na razie klepiemy przysłowiową bidą, to jeszcze N. dziewczyna brata wyjeżdża z pozwem o alimenty. Ta dziewczyna ma nie po kolei w głowie.

Za bardzo się tym wszystkim przejmuje, wiem ale taka już jestem. Chciałabym, żeby każdemu na świecie było dobrze. Żeby każdy był szczęśliwy, a tak się niestety nie da. Jezu, co ja gadam. Ja nawet siebie uszczęśliwić nie potrafię, a co dopiero innych.
  • awatar Szukającasiebie.: Taki juz jest swiat, jedni sa szczesliwy a inni musza cierpiec..
  • awatar suszi13: Ehh, niestety dobrze wiem o czym piszesz,takie uroki Polski... Mam nadzieję, że rodzice znajdą pracę jak najszybciej.
  • awatar Hildegarda Hepnarová: Mój tato też niedługo straci pracę. Jestem z tobą duchowo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Mam mieszane uczucia znowu logując się tu. Boje się, że znowu napiszę coś, co może zostać wykorzystane przeciwko mnie.
Ciągle obwiniam się, że gdybym wtedy nie prowadziła tu bloga, byłoby całkiem inaczej. Pewna osoba by nie odeszła. Coś by się nie skończyło.
Niestety zawszę będę żyła przeszłością.

Witajcie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›